Od pewnego czasu z dość dużym opóźnieniem komentuje większość rozdziałów na blogach.
Dawno też nic sama nie napisałam.
Chcę Was serdecznie za to przeprosić :D
Nie, nie rezygnuje z blogowania...(Chociaż po ponad 4 latach tutaj mam czasem trochę doośćXDD ) Ale będę się tutaj pojawiać rzadziej.
Od niedawna zaczęłam pracę, bo wiadomo studia same się nie opłacą.
Niestety po powrocie do domu często nie mam siły już na cokolwiek, w tym na czytanie bądź pisanie.
Mam nadzieję, że zrozumiecie :) Obiecuje, że kiedy będę miała jakieś wolne dni będę nadrabiała wszystkie zaległości i może również coś napiszę. Nie będę obiecywała co i kiedy...
Pozdrawiam :*
wtorek, 30 sierpnia 2016
niedziela, 24 lipca 2016
Tercera: más reuniones
Milagros spóźnisz się do pracy.
Wiem.
To dlaczego nie wstajesz?
Nie umiem?
Wstawaj, bo stracisz kasę i skończy się dobre... Nie będzie więcej imprez z Bartrą.
Skończ.
Kto wie jakby się to wszystko potoczyło gdybyś wczoraj nie uciekła.
Tylko rozmawialiśmy i tańczyliśmy... I nie uciekłam. Zrobiło się po prostu późno i musiałam wracać.
Nic nikomu nie mówiąc?
A ktoś powiedział, że mi tak nie wolno? Z resztą powiedziałam Maresol, ze wychodzę.
W końcu udało mi się zebrać w sobie i pójść do pracy.
- Dzień dobry pani Castro. - przywitałam kobietę - Bardzo przepraszam za spóźnienie.
- Nic się nie stało Mili. Każdemu czasem się zdarza. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
Dobrze, że to ona była w domu, a nie pan Antonio, bo pewnie od razu dostałabym burę.
- Maxi jeszcze śpi. O 14 powinien wrócić mąż i wtedy będziesz już wolna. Jeśli chodzi o jedzienie to jak zawsze wszytko co potrzebne powinno być. Ja muszę już wyjść. Do zobaczenia. - pożegnała się.
- Do widzenia.
Opuściwszy już dom państwa Castro kierowałam się do domu. Na szczęście dzisiaj nie musiałam zajmować się nikim więcej i już do końca dnia mam wolne.
To dobrze. Patrz kto idzie.
O nie... Gdzie tu się ukryć?
Spokojnie, zaraz skręcisz na osiedle... A co, wstydzisz się?
Ja? Niee.
- Cześć. Miłe spotkanie. - uśmiechnął się Marc stając obok mnie.
Skurczybyk szybki jest.
Dobry żart, to ty po prostu podświadomie zwolniłaś.
Wcale nie.
Nie kłóć się ze mną, tylko mu odpowiedz.
- Hej. No całkiem całkiem. - powiedziałam.
Przynajmniej teraz cię poznał.
- Mieszkasz gdzieś tutaj? - spytał.
- Tak, niedaleko.
- Ja wracam od mojego brata.
No ładnie się stara podtrzymać rozmowę, nie to co ty.
Może nie umiem?
Krępuje cię?
Eee... nie?
Nie pożeraj go wzrokiem tylko odezwij się głupia.
- Może wpadniesz na kawę? - o nie... powiedziałam to.
Tak!
Nie...
Jestem z ciebie dumna.
Może się nie zgodzi.
- Jasne, dlaczego nie. - uśmiechnął się znowu tak,,,
Słodko?
Ja tego nie powiedziałam.
Dlatego masz mnie, żebym mówiła to czego ty się boisz przyznać.
Marc
Nie nic, idź spokojnie do niej na kawkę, ja się już nie odzywam... Ale wiesz, rozumiem, ze ty jesteś na ogół wolny, ale skoro Milagros ci się tak bardzo podoba to może zaczniesz działać szybciej?
Wiem.
To dlaczego nie wstajesz?
Nie umiem?
Wstawaj, bo stracisz kasę i skończy się dobre... Nie będzie więcej imprez z Bartrą.
Skończ.
Kto wie jakby się to wszystko potoczyło gdybyś wczoraj nie uciekła.
Tylko rozmawialiśmy i tańczyliśmy... I nie uciekłam. Zrobiło się po prostu późno i musiałam wracać.
Nic nikomu nie mówiąc?
A ktoś powiedział, że mi tak nie wolno? Z resztą powiedziałam Maresol, ze wychodzę.
W końcu udało mi się zebrać w sobie i pójść do pracy.
- Dzień dobry pani Castro. - przywitałam kobietę - Bardzo przepraszam za spóźnienie.
- Nic się nie stało Mili. Każdemu czasem się zdarza. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
Dobrze, że to ona była w domu, a nie pan Antonio, bo pewnie od razu dostałabym burę.
- Maxi jeszcze śpi. O 14 powinien wrócić mąż i wtedy będziesz już wolna. Jeśli chodzi o jedzienie to jak zawsze wszytko co potrzebne powinno być. Ja muszę już wyjść. Do zobaczenia. - pożegnała się.
- Do widzenia.
Opuściwszy już dom państwa Castro kierowałam się do domu. Na szczęście dzisiaj nie musiałam zajmować się nikim więcej i już do końca dnia mam wolne.
To dobrze. Patrz kto idzie.
O nie... Gdzie tu się ukryć?
Spokojnie, zaraz skręcisz na osiedle... A co, wstydzisz się?
Ja? Niee.
- Cześć. Miłe spotkanie. - uśmiechnął się Marc stając obok mnie.
Skurczybyk szybki jest.
Dobry żart, to ty po prostu podświadomie zwolniłaś.
Wcale nie.
Nie kłóć się ze mną, tylko mu odpowiedz.
- Hej. No całkiem całkiem. - powiedziałam.
Przynajmniej teraz cię poznał.
- Mieszkasz gdzieś tutaj? - spytał.
- Tak, niedaleko.
- Ja wracam od mojego brata.
No ładnie się stara podtrzymać rozmowę, nie to co ty.
Może nie umiem?
Krępuje cię?
Eee... nie?
Nie pożeraj go wzrokiem tylko odezwij się głupia. - Może wpadniesz na kawę? - o nie... powiedziałam to.
Tak!
Nie...
Jestem z ciebie dumna.
Może się nie zgodzi.
- Jasne, dlaczego nie. - uśmiechnął się znowu tak,,,
Słodko?
Ja tego nie powiedziałam.
Dlatego masz mnie, żebym mówiła to czego ty się boisz przyznać.
Marc
Nie powiem... Ucieszyłem się, gdy Milagros zaproponowała bym wpadł do niej na kawę. Przypomina mi się spotkanie nie Ibizie... Jak dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie.
Mimo to potem jej nie poznałeś.
Każdemu może się zdarzyć, tak?
Nie no, oczywiście... Ale działaj Marc, działaj.
Ale o co ci chodzi?
O nic, tylko cię dopinguje w sprawie z Milagros.
Nie rozumiem o co ci chodzi.
Nie nic, idź spokojnie do niej na kawkę, ja się już nie odzywam... Ale wiesz, rozumiem, ze ty jesteś na ogół wolny, ale skoro Milagros ci się tak bardzo podoba to może zaczniesz działać szybciej?
Skąd ty wiesz...
Jestem tobą debilu. Więc wiem wszystko.
- Jak samopoczucie po wczorajszym? - rzuciła temat dziewczyna.
- Nieźle. Udało mi się nie przesadzić to też jest w porządku. Chociaż i tak musiałem nocować u Erica.
- Dlatego wracasz teraz na piechotę? - uśmiechnęła się.
- No mniej więcej. - odpowiedziałem jej tym samym - A u ciebie? W ogóle dlaczego tak nagle zniknęłaś?
- Musiałam dzisiaj wcześniej wstać do pracy. Sol wiedziała, że idę. Chociaż mogła być tak zafascynowana swoim nowym znajomym, że nie dosłyszała. - zaśmiała się.
__________________________________________________
Hej hej :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu, bo je jestem nie za bardzo zadowolona :(
Za wszystkie błędy również przepraszam, ponieważ rozdział jest niesporawdzony...
Mam do Was pytanie :D
Czy gdybym w przyszłości zaczęła pisać opowiadanie o tematycie kolarskiej czytałybyście? Jeśli tak, i jeśli może potrafiłybyście zaproponować kogo wybrać na bohatera (mimo, że swojego faworyta od dawna już mam) czekam na każdą propozycję i postaram się do nich również odnieść :D
Pozdrawiam :*
wtorek, 5 lipca 2016
Segundo: Deslumbrar
Marc
Tak, jak prosił Gerard odebrałem jego synów od opiekunki. Sam dokładnie nie wyjaśnił, dlaczego muszę mu pomóc, ale nie miałam jak się wykręcić. Z resztą raz na jakiś czas można zrobić jakiś dobry uczynek. I nie spodziewałem się, że ta cała opiekunka jest taką...
Taką co?
Taką ładną dziewczyną...
Boże, chłopaku przyznaj wprost, że na jej widok ci...
Nie kończ!
Ale nie wydaje ci się, ze już ją gdzieś widziałeś?
No, nie wiem... Może. Nie mogę sobie przypomnieć.
Skleroza w takim wieku? Nie dobrze.
Skończ.
- Wujek... A dlaczego mama po nas nie przyjechała? - spytał Milan przerywając moje rozmyślania.
Początkowo planowałem odstawić chłopaków i wrócić do domu, ale gdy tylko w drzwiach pojawiła się partnerka mojego klubowego kolegi i zaprosiła na podwieczorek przypomniałem sobie o najważniejszej zasadzie: Shakirze się nie odmawia!
- Jeszcze raz dzięki, że odebrałeś chłopaków. To serio była sytuacja awaryjna. - powiedział Gerard, gdy usiedliśmy w salonie by trochę pogadać.
- Nie ma sprawy, i tak jechałem w tamtą okolicę. - uśmiechnąłem się - Ta cała opiekunka trochę młoda, skąd ją wzięliście?
- A co, wpadłeś z kimś i szukasz niańki? - zaśmiał się Pique.
No, Marc, coś ty taki ciekawy?
- Nie no, tak tylko pytam.
- Mili jest córką jakiegoś dalekiego kuzyna Shaki.
- Jak ona ma na imię? - chyba mnie olśniło.
- Milagros, a co?
- Boże, jak ja mogłem jej nie poznać. - zacząłem się śmiać sam z siebie.
Milagros
Wreszcie trochę czasu aby odpocząć. Posprzątałam mieszkanie po wyjściu dzieciaków i mogę bezczynnie poleżeć.
I pomyśleć o panu Bartrze.
O nie... Znowu ty?
No co? Przecież mówię prawdę... Nie pamiętasz już jak fantazjowałaś żeby znowu się z nim spotkać?
Pierwszy krok wykonał się sam.
Gówno prawda.
Yhy... Jasne. Tylko nie rozumiem, dlaczego będąc rodziną z Shaki nie wykorzystałaś tego? Tyle okazji...
Bo nie, koniec tematu.
Nic co dobre, nie trwa wiecznie... Gdy tylko udało mi się na chwilę zamknąć oczy zadzwonił mój telefon.
- Nie Sol, nie idę na żadną imprezę. - powiedziałam od razu.
- Ale dlaczego? - usłyszałam jęknięcie przyjaciółki, co oznaczało, że ją rozszyfrowałam.
- Zmęczona jestem.
- Ja też i co? Młode jesteśmy, musimy się bawić! - wykrzyknęła radośnie.
- Wydaje mi się, że ty za często się bawisz. - stwierdziłam.
- To kiedy byłyśmy ostatnio razem na imprezie? - spytała a ja zamilkłam - Widzisz. Nie masz wyjścia. Za pół godziny jestem u ciebie!
No i co ja mam zrobić?
Siedziałam przy barze popijając kolejne drinki i spławiając namolnych adoratorów, podczas gdy moja kochana przyjaciółka Maresol urządziła sobie 'polowanie'.
- I jak twoja ofiara? - spytałam, gdy na chwilę pojawiła się obok mnie.
- Całkiem dobrze, ale mam dla ciebie newsa. - uśmiechnęła się szeroko - Nie zgadniesz na kogo się natknęłam.
- No nie zgadnę. - westchnęłam.
- Spójrz tam. Przy ścianie. - gdy zobaczyłam na kogo wskazała zdębiałam.
Widzisz, drugi krok też wykonuje się sam.
Nie, bo mnie nie widzi.
To dlaczego do ciebie idzie?
____________________________________________________
Matura zdana to i naszło mnie na dodanie rozdziału... Póki jeszcze mam czas, żeby dodać :D
Mam nadzieję, że przypadne Wam do gustu, bo ja nie potrafię go ocenić.
Z resztą ostatnio moje myśli nie były ani przy oczekiwaniu na wyniki matur ani przy opowiadaniu przez Euro.. A jeszcze teraz Wimbledon i Tour de France... Na szczęście ten rozdział miałam w zapasie :D
Pozdrawiam <3
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Primero: segunda reunión
25 stycznia 2016
- Milan, chodź jeszcze coś zjesz, zanim mama po was przyjdzie. - zawołałam chłopczyka do kuchni, kładąc na stoliku talerzyk z kanapkami.
Sama poszłam zobaczyć, czy Sasha się obudził. Uwielbiam dzieci, i uwielbiam się nimi zajmować, dlatego też od dłuższego czasu jestem opiekunką. I tak, zajmuję się m.in. dziećmi Shaki i Gerarda. Czasami muszę iść do domu 'pracodawców', a innym razem, gdy zajmuję się większą gromadką, dzieciaki spędzają czas u mnie.
- Wyspałeś się szkrabie? - wzięłam młodszego Pique na ręce - Zjemy coś jeszcze, a za chwilę przyjedzie po was mama.
- Lola i Rico jeszcze będą? - zawołał Milan pytając o dzieci sąsiadów, z którymi bawił się cały czas.
- Już są w domu. Następnym razem dłużej się pobawicie, dobrze?
W odpowiedzi pokiwał energicznie główką.
Spojrzałam po raz kolejny na zegarek. Shaki powinna być już jakiś czas temu. Najbardziej niecierpliwił się Milan, opowiadając cały czas, że mama obiecała mu nowe zabawki.
Wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Gdy w końcu je otworzyłam osoba stojąca za nimi nie okazała się Shakirą.... ani nawet Gerardem.
- Dzień dobry. Jestem w zastępstwie odebrać chłopaków. - odezwał się Marc Bartra we własnej osobie.
Tego się nie spodziewałam.
Ja też nie. Czemu on się tak na mnie gapi?
Albo cię poznał albo patrzy jak robisz z siebie idiotkę sama się na niego gapiąc, zamiast wpuścić do środka.
Trochę mnie zatkało chyba.
To radzę ci się szybko odetkać.
- Wejdź do środka. - powiedziałam otwierając szerzej drzwi po... gorszej chwili.
- Wujek Marc! - krzyknął radośnie Milan podbiegając do piłkarza.
- Cześć mały, tata kazał mi zabrać was do domu. - uśmiechnął się do chłopczyka.
- Pożegnam się z ciocią. - powiedział Milan przytulając się do mnie. Zaraz za nim przydreptał Sasha, który zrobił to samo.
A ten piłkarzyk znowu się gapi?
Niech się gapi. Wydaje mi się, że mnie nie poznał.
No wiesz, to facet... a ty nie jesteś już blondynką... może się nie połapać. I nie widzieliście się... znaczy on nie widział cię od tego wyjazdu na Ibizę.
Myślisz, że aż tak?
Mówię ci, to facet. Ale wiesz jak on patrzy?
No jak?
Jak wilk, na młode jagnię.
O Jezu... to obrzydliwe i głupie.
Tak samo głupie jak rozmawianie ze sobą w myślach, nie sądzisz?
Oj cicho.
__________________________________________________________________________
Tak wiem...
1. Rozdział jest krótki.
2. Miało być wcześniej.
3. Miał być rozdział na Tomaszu.
4. Miał być imagin.
Ale już wyjaśniam.
1. Ten rozdział początkowo miał być początkiem tej opowieści, ale potem wpadłam na ten "genialny pomysł z Ibizą i plany się zmieniły, a ja nie potrafiłam go przedłużyć jakoś.
2-4. Ostatnio pojawiło się kilka problemów, przez co nie miałam czasu na pisanie i dodaje to co mam :D Mam nadzieję, że uda mi się niedługo napisać coś na pozostałe blogi.
Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie :D Oraz, że jednak spodobało się Wam to powyżej ;)
Pozdrawiam :*
#notkadłuższaniżrozdział
- Milan, chodź jeszcze coś zjesz, zanim mama po was przyjdzie. - zawołałam chłopczyka do kuchni, kładąc na stoliku talerzyk z kanapkami.Sama poszłam zobaczyć, czy Sasha się obudził. Uwielbiam dzieci, i uwielbiam się nimi zajmować, dlatego też od dłuższego czasu jestem opiekunką. I tak, zajmuję się m.in. dziećmi Shaki i Gerarda. Czasami muszę iść do domu 'pracodawców', a innym razem, gdy zajmuję się większą gromadką, dzieciaki spędzają czas u mnie.
- Wyspałeś się szkrabie? - wzięłam młodszego Pique na ręce - Zjemy coś jeszcze, a za chwilę przyjedzie po was mama.
- Lola i Rico jeszcze będą? - zawołał Milan pytając o dzieci sąsiadów, z którymi bawił się cały czas.
- Już są w domu. Następnym razem dłużej się pobawicie, dobrze?
W odpowiedzi pokiwał energicznie główką.
Spojrzałam po raz kolejny na zegarek. Shaki powinna być już jakiś czas temu. Najbardziej niecierpliwił się Milan, opowiadając cały czas, że mama obiecała mu nowe zabawki.
Wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy w końcu je otworzyłam osoba stojąca za nimi nie okazała się Shakirą.... ani nawet Gerardem.
- Dzień dobry. Jestem w zastępstwie odebrać chłopaków. - odezwał się Marc Bartra we własnej osobie.
Tego się nie spodziewałam.
Ja też nie. Czemu on się tak na mnie gapi?
Albo cię poznał albo patrzy jak robisz z siebie idiotkę sama się na niego gapiąc, zamiast wpuścić do środka.
Trochę mnie zatkało chyba.
To radzę ci się szybko odetkać.
- Wejdź do środka. - powiedziałam otwierając szerzej drzwi po... gorszej chwili.
- Wujek Marc! - krzyknął radośnie Milan podbiegając do piłkarza.
- Cześć mały, tata kazał mi zabrać was do domu. - uśmiechnął się do chłopczyka.
- Pożegnam się z ciocią. - powiedział Milan przytulając się do mnie. Zaraz za nim przydreptał Sasha, który zrobił to samo.
A ten piłkarzyk znowu się gapi?
Niech się gapi. Wydaje mi się, że mnie nie poznał.
No wiesz, to facet... a ty nie jesteś już blondynką... może się nie połapać. I nie widzieliście się... znaczy on nie widział cię od tego wyjazdu na Ibizę.
Myślisz, że aż tak?
Mówię ci, to facet. Ale wiesz jak on patrzy?
No jak?
Jak wilk, na młode jagnię.
O Jezu... to obrzydliwe i głupie.
Tak samo głupie jak rozmawianie ze sobą w myślach, nie sądzisz?
Oj cicho.
__________________________________________________________________________
Tak wiem...
1. Rozdział jest krótki.
2. Miało być wcześniej.
3. Miał być rozdział na Tomaszu.
4. Miał być imagin.
Ale już wyjaśniam.
1. Ten rozdział początkowo miał być początkiem tej opowieści, ale potem wpadłam na ten "genialny pomysł z Ibizą i plany się zmieniły, a ja nie potrafiłam go przedłużyć jakoś.
2-4. Ostatnio pojawiło się kilka problemów, przez co nie miałam czasu na pisanie i dodaje to co mam :D Mam nadzieję, że uda mi się niedługo napisać coś na pozostałe blogi.
Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie :D Oraz, że jednak spodobało się Wam to powyżej ;)
Pozdrawiam :*
#notkadłuższaniżrozdział
wtorek, 7 czerwca 2016
Comienzo: primer encuentro
Czerwiec 2015
Ten wyjazd chyba dobrze mi zrobi. Cieszę się, że Maresol tak długo naciskała i w końcu dałam się namówić mnie na tygodniowe wakacje na Ibizie. Odwołałam wszystko co miałam do zrobienia i oto już od dwóch dni jesteśmy na wyspie.
- Mili, szybciej! - wołała przyjaciółka.
- Przecież dopiero 5 minut temu wstałam... - dreptałam spokojnie do łazienki.
- No i co z tego? Szybciej, bo tracimy czas.
Gdyby nie to, że jest moją najlepszą przyjaciółką chyba bym ją kiedyś zamordowała.
Ale też gdyby nie ona bawiłabyś ciągle tylko dzieciaki.
Też prawda.
- Mili, czy jakieś dwadzieścia metrów od nas nie stoi tych kilku twoich ulubionych piłkarzyków? - spytała wracając po kąpieli i siadając na swoim ręczniku obok mnie.
- Niby gdzie? - odłożyłam na chwilę książkę i zaczęłam się rozglądać.
- Po prawej. - szepnęła.
- No możliwe. - odpowiedziałam i zaczęłam czytać dalej.
Milagros, zabijasz entuzjazmem.
- Twój entuzjazm kiedyś mnie zabije. - zaśmiała się.
Widzisz, ona się ze mną zgadza.
Cicho siedź.
- A co mam robić? Chyba normalne, że po sezonie są wypocząć gdzieś.
- Myślisz, że uda mi się któregoś wyrwać?
- Powodzenia. Ale ja będę się trzymać od tego z daleka okej?
W co ja wierzę.
No właśnie, nie bądź naiwna.
- No to ruszam.
I to by było na tyle z mojego 'spokojnego wypadu z najlepszą przyjaciółką'.
- Milagros... - usłyszałam głos Sol i natychmiast uniosłam głowę po raz kolejny odrywając się od lektury.
No nie wierzę...
- Milagros. Pozwól, że przedstawię ci moich nowych znajomych. - uśmiechnęła się blondynka wskazując na grupkę mężczyzn.
O cholera... Łatwo jej poszło.
Zabijcie mnie.
I tak zamiast spędzić wakacje tylko z przyjaciółką dostałam do kompletu wychowanków La Masii.
Nie powiesz, że ci się nie podobało. Albo ktoś podobał.
Możesz się czasem nie odzywać?
Mnie nie oszukasz, przecież jestem tobą.
Cicho.
- Mili... a ty i ten cały Bartra... jest coś na rzeczy? - próbowała wypytać Sol.
- Czyś ty zgłupiała?
- No bo widzę, że złapaliście niezły kontakt i chyba macie dużo wspólnego. - zaczęła sugerować.
- Pamiętaj, że wakacje rządzą się swoimi planami. - uśmiechnęłam się - Może i tutaj trochę rozmawiamy, ale przecież tak samo rozmawiam chociażby z Sergim, Joanem albo Ivanem. Z resztą jak stąd wyjedziemy to wszystko się skończy.
I szkoda ci nie?
- Chyba zapominasz, że mieszkacie w tym samym mieście. - uśmiechnęła się znacząco.
- A ty zapominasz, że to dość duże miasto i niekoniecznie musimy na siebie wpadać. - odburknęłam tylko.
- Ale może gdyby...
- Sol, skończ lepiej się pakować i wyjdźmy ostatni raz na plażę. - zasugerowałam.
Patrz, wasi koledzy idą.
Udam, że nie widzę.
Ale Sol ich widzi, i oni was też.
- Cześć dziewczyny. - odezwał się jako pierwszy Muniesa - Szukacie nas, żeby się pożegnać?
- Właściwie, chciałyśmy ostatni raz przejść się po tej plaży. - odpowiedziałam.
- Ale też chciałyśmy się oczywiście pożegnać. - dopowiedziała szybko Maresol.
- No to myślę, że musimy zrobić coś, żeby nasze dwie blondynki nas zapamiętały. - zaśmiał się Sergi Gómez
- Chyba nawet wiem co. - zawtórował mu Carles.
Już za chwilę byłyśmy niesione przez dwóch z grupki piłkarzy w głąb morza.
- Marc, proszę nie! - krzyknęłam orientując się, że Bartra zamierza mnie wrzucić do wody - Błagam, ja się na prawdę boję.
- Dlatego nie wchodziłaś głębiej do wody przez ten cały czas? - zatrzymał się.
- Tak. - spuściłam głowę.
- Spokojnie, nic ci nie będzie. - uśmiechnął się.
Jaki ma cudowny uśmiech.
Musisz się zawsze pojawiać?
Tylko myślę to czego ty się boisz przyznać.
- A teraz wstrzymaj oddech. - polecił.
Już za chwilę byliśmy zanurzeni pod powierzchnią wody. Marc przez cały czas nie puszczał mnie, a ja nadal nie byłam przekonana czy nic mi się nie stanie.
- Było aż tak strasznie? - spytał, gdy wynurzyliśmy się nad lustro wody.
- Tylko trochę. - uśmiechnęłam się patrząc prosto w jego oczy.
Bar...
Nie komentuj nic.
- Mili! Musimy już iść! - krzyknęła Sol stojąc już z powrotem na plaży.
- No to do zobaczenia. - powiedział Marc.
- Żegnaj.
________________________________________________________________
Hej hej :D
Zaczynamy coś nowego ;) Początkowo miało się zacząć trochę inaczej, ale wczoraj wpadłam na pomysł takiego rozpoczęcia :D
Więc mamy bohaterów, którzy będą czasem rozmawiać ze swoją podświadomością tak jak już zaprezentowałam powyżej na przykładzie Milagros.
Mam nadzieję, ze wam się spodoba :)
Blog nie będzie zbyt długi, ale tez nie określę ile będzie miał rozdziałów... Może ich być 7 ale może być też np. 15 ;)
Nie dajcie się zmylić temu, że tutaj wspomniałam o tym, że Milagros też jest blondynką a na zdjęciu wygląda to inaczej... Będzie inaczej ;D Ale to później :P
Za wszelkie błędy od razu przepraszam :)
W tym tygodniu również powinien pojawić się nowy rozdział na blogu o Tomku i może wkrótce nowy imagin.
Pozdrawiam :*
Ten wyjazd chyba dobrze mi zrobi. Cieszę się, że Maresol tak długo naciskała i w końcu dałam się namówić mnie na tygodniowe wakacje na Ibizie. Odwołałam wszystko co miałam do zrobienia i oto już od dwóch dni jesteśmy na wyspie.- Mili, szybciej! - wołała przyjaciółka.
- Przecież dopiero 5 minut temu wstałam... - dreptałam spokojnie do łazienki.
- No i co z tego? Szybciej, bo tracimy czas.
Gdyby nie to, że jest moją najlepszą przyjaciółką chyba bym ją kiedyś zamordowała.
Ale też gdyby nie ona bawiłabyś ciągle tylko dzieciaki.
Też prawda.
- Mili, czy jakieś dwadzieścia metrów od nas nie stoi tych kilku twoich ulubionych piłkarzyków? - spytała wracając po kąpieli i siadając na swoim ręczniku obok mnie.
- Niby gdzie? - odłożyłam na chwilę książkę i zaczęłam się rozglądać.
- Po prawej. - szepnęła.
- No możliwe. - odpowiedziałam i zaczęłam czytać dalej.
Milagros, zabijasz entuzjazmem.
- Twój entuzjazm kiedyś mnie zabije. - zaśmiała się.
Widzisz, ona się ze mną zgadza.
Cicho siedź.
- A co mam robić? Chyba normalne, że po sezonie są wypocząć gdzieś.
- Myślisz, że uda mi się któregoś wyrwać?
- Powodzenia. Ale ja będę się trzymać od tego z daleka okej?
W co ja wierzę.
No właśnie, nie bądź naiwna.
- No to ruszam.
I to by było na tyle z mojego 'spokojnego wypadu z najlepszą przyjaciółką'.
- Milagros... - usłyszałam głos Sol i natychmiast uniosłam głowę po raz kolejny odrywając się od lektury.No nie wierzę...
- Milagros. Pozwól, że przedstawię ci moich nowych znajomych. - uśmiechnęła się blondynka wskazując na grupkę mężczyzn.
O cholera... Łatwo jej poszło.
Zabijcie mnie.
I tak zamiast spędzić wakacje tylko z przyjaciółką dostałam do kompletu wychowanków La Masii.
Nie powiesz, że ci się nie podobało. Albo ktoś podobał.
Możesz się czasem nie odzywać?
Mnie nie oszukasz, przecież jestem tobą.
Cicho.
- Mili... a ty i ten cały Bartra... jest coś na rzeczy? - próbowała wypytać Sol.
- Czyś ty zgłupiała?
- No bo widzę, że złapaliście niezły kontakt i chyba macie dużo wspólnego. - zaczęła sugerować.
- Pamiętaj, że wakacje rządzą się swoimi planami. - uśmiechnęłam się - Może i tutaj trochę rozmawiamy, ale przecież tak samo rozmawiam chociażby z Sergim, Joanem albo Ivanem. Z resztą jak stąd wyjedziemy to wszystko się skończy.
I szkoda ci nie?
- Chyba zapominasz, że mieszkacie w tym samym mieście. - uśmiechnęła się znacząco.
- A ty zapominasz, że to dość duże miasto i niekoniecznie musimy na siebie wpadać. - odburknęłam tylko.
- Ale może gdyby...
- Sol, skończ lepiej się pakować i wyjdźmy ostatni raz na plażę. - zasugerowałam.
Patrz, wasi koledzy idą.
Udam, że nie widzę.
Ale Sol ich widzi, i oni was też.
- Cześć dziewczyny. - odezwał się jako pierwszy Muniesa - Szukacie nas, żeby się pożegnać?
- Właściwie, chciałyśmy ostatni raz przejść się po tej plaży. - odpowiedziałam.
- Ale też chciałyśmy się oczywiście pożegnać. - dopowiedziała szybko Maresol.
- No to myślę, że musimy zrobić coś, żeby nasze dwie blondynki nas zapamiętały. - zaśmiał się Sergi Gómez
- Chyba nawet wiem co. - zawtórował mu Carles.
Już za chwilę byłyśmy niesione przez dwóch z grupki piłkarzy w głąb morza.
- Marc, proszę nie! - krzyknęłam orientując się, że Bartra zamierza mnie wrzucić do wody - Błagam, ja się na prawdę boję.
- Dlatego nie wchodziłaś głębiej do wody przez ten cały czas? - zatrzymał się.
- Tak. - spuściłam głowę.
- Spokojnie, nic ci nie będzie. - uśmiechnął się.
Jaki ma cudowny uśmiech.
Musisz się zawsze pojawiać?
Tylko myślę to czego ty się boisz przyznać.
- A teraz wstrzymaj oddech. - polecił.
Już za chwilę byliśmy zanurzeni pod powierzchnią wody. Marc przez cały czas nie puszczał mnie, a ja nadal nie byłam przekonana czy nic mi się nie stanie.
- Było aż tak strasznie? - spytał, gdy wynurzyliśmy się nad lustro wody.
- Tylko trochę. - uśmiechnęłam się patrząc prosto w jego oczy.
Bar...
Nie komentuj nic.
- Mili! Musimy już iść! - krzyknęła Sol stojąc już z powrotem na plaży.
- No to do zobaczenia. - powiedział Marc.
- Żegnaj.
________________________________________________________________
Hej hej :D
Zaczynamy coś nowego ;) Początkowo miało się zacząć trochę inaczej, ale wczoraj wpadłam na pomysł takiego rozpoczęcia :D
Więc mamy bohaterów, którzy będą czasem rozmawiać ze swoją podświadomością tak jak już zaprezentowałam powyżej na przykładzie Milagros.
Mam nadzieję, ze wam się spodoba :)
Blog nie będzie zbyt długi, ale tez nie określę ile będzie miał rozdziałów... Może ich być 7 ale może być też np. 15 ;)
Nie dajcie się zmylić temu, że tutaj wspomniałam o tym, że Milagros też jest blondynką a na zdjęciu wygląda to inaczej... Będzie inaczej ;D Ale to później :P
Za wszelkie błędy od razu przepraszam :)
W tym tygodniu również powinien pojawić się nowy rozdział na blogu o Tomku i może wkrótce nowy imagin.
Pozdrawiam :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
