wtorek, 28 lutego 2017

Séptimo: Escapar

3 kwietnia 2016 r.

- Mili, czyś ty do reszty zgłupiała?! - zaczęła krzyczeć Maresol, gdy tylko powiadomiłam ją o moim pomyśle - Na prawdę miałam cię za całkiem ogarniętą dziewczynę, ale teraz po prostu nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam.
- Sol, ale może tak będzie lepiej. - powiedziałam.
- Co lepiej?! Lepiej, bo zwiejesz na drugi koniec świata przed jakąkolwiek odpowiedzialnością?! -
tak, zdecydowanie była zła - W sumie to moja wina, po co ja wtedy żartowałam z tym, że masz jeszcze możliwość wyjazdu.... No tak, nie spodziewałam się, że weźmiesz to na poważnie!
- Nie wzięłam, po prostu mama wróciła z Peru i zaproponowała ten wyjazd do Chin to stwierdziłam, że może nigdy już nie będę miała okazji na zwiedzanie tego kraju.
- Tak się tłumacz... Twoja mama podróżuje od ponad dziesięciu lat, wyjechałaś z nią raz, zawsze wolałaś zostawać z ojcem, mimo że obwiniałaś go o rozpad rodziny. Nawet kiedy on zmarł wolałaś gdzieś pomieszkiwać u rodziny, a teraz nagle zachciało ci się wycieczki do Chin?! Teraz kiedy masz miłość i szczęście na wyciągnięcie ręki?!
Rozumiałam gniew Maresol, ale na prawdę w tym momencie uważałam, że tak będzie o wiele lepiej.
Po prostu się bałam.
Bałam się odezwać do Marca, przez ostatni czas.
Bałam się mówić otwarcie o swoich uczuciach.
Bałam się jakichkolwiek związków mając wrażenie, że wszystko skończy się tak samo, jak małżeństwo moich rodziców.
Bałam się, od dawna, pozwolić komuś zbliżyć domu zbyt bardzo.
Bo przecież zwykła przyjaźń jest bezpieczniejsza, prawda?
A jednak Bartrze pozwoliłaś złamać pewne granice.... A teraz chcesz uciec. Chyba cię nie rozumiem.
Gdybym sama siebie rozumiała.
- Mili. - zaczęła ponownie, tym razem znacznie spokojniej, Sol, gdy zauważyła, że nie mam zamiaru udzielić jej odpowiedzi - Zrozum, ja nie chcę dla ciebie źle. Nikt nie chce. Po prostu sama zaczynasz powoli komplikować swoje życie. - usiadła obok mnie i objęła.
- Chyba nie potrafię inaczej. - wychlipałam.
- Potrafisz, tylko w to nie wierzysz. Może przemyśl jeszcze raz to wszystko. Masz jeszcze przecież trochę czasu i możesz to odwołać, prawda? - uśmiechnęła się delikatnie - A teraz proszę przestań się mazać i może zadzwoń do tego swojego kochasia, bo wczoraj zaczął się do mnie dobijać i skarżyć, że nie odbierasz. 
- Nie umiesz pocieszać. - zaśmiałam się.


Znalezione obrazy dla zapytania alba paul ferrer bedPo wyjściu Sol, która postanowiła posiedzieć ze mną do wieczora, usiadłam wygodnie w fotelu i zaczęłam myśleć. Może i przyjaciółka próbowała zniechęcić mnie do wyjazdu, jednak jakaś część mnie podpowiadała, że to jest jedyne poprawne rozwiązanie.
Szkoda, że nie chcesz posłuchać tej drugiej, która myślę, że radzi ci lepiej.
Skąd wiesz, że lepiej?
No dobra, nawet jeśli nie, to pamiętasz, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana? 
A skąd wiesz, że dane by mi było go wypić? 
Czuje, że nie uda się nikomu zmieni twojej decyzji. Ale prześpij się z tym jeszcze.
Miałam już położyć się do łóżka, ale zatrzymał mnie telefon od mojej mamy. 
- Cześć Mili. Nie rozmyśliłaś się chyba i nadal zamierzasz lecieć ze mną do Chin, prawda? - spytała od razu.
- Tak, a coś się stało?
- Wylatujemy wcześniej niż się spodziewałam...


Z samego rana dostałam SMSa od Sol, która nalegała bym jak najszybciej skontaktowała się Marciem, bo ma nadzieję, że sprawi to, że zmienię zdanie. 
Sama już po rozmowie z mamą wiedziałam, że będę chciała się z nim spotkać. Muszę mu przecież powiedzieć, że wyjeżdżam. 
Bartra zgodził się wpaść do mnie od razu po treningu. Na szczęście miałam dzisiaj wolny dzień i nie było z tym żadnych problemów. Z resztą i tak przez ten wyjazd stracę pewnie wszystkich podopiecznych.
Zaczynałam się denerwować i nie pomogła mi się uspokoić żadna książka, ani tym bardziej dzwonek do drzwi, który w końcu usłyszałam. 

- Cześć. Wejdź. - wpuściłam Marca do mieszkania. 
- Nie masz pojęcia jak się cieszę, że zadzwoniłaś. - zaczął Marc jak tylko przekroczył próg mojego mieszkania po czym mocno mnie przytulił.
Nie pomaga.
- Zaczynałem się już powoli martwić, że coś się stało. Ale Maresol powiedziała, że twoja mama wróciła i chcesz spędzić z nią jak najwięcej czasu.
- Tak, tak. Muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałam od razu, gdy weszliśmy do saloniku.
- Ja też mam coś ważnego. - uśmiechnął się - Ale proszę, ty pierwsza. 
Jaka szkoda, że zaraz mu ten humor zepsujesz.

Marc

- Ja też mam coś ważnego. - byłem już zdecydowany, żeby wyznać Milagros wszystko - Ale proszę, ty pierwsza. 
- No więc... - zrobiła krótką przerwę - Wyjeżdżam. - oznajmiła - Na około dwa miesiące do Chin, potem może gdzieś jeszcze. - dodała ciszej.  
Nie.
Znalezione obrazy dla zapytania marc bartra sadChyba tak.
To nie jest prawda.
- Mili ty żartujesz, prawda? - spytałem.
- Nie. To może być jedyna taka okazja. - powiedziała - Do tego dawno nie spędzałam czasu z mamą, a to będzie idealna szansa.
- Kiedy?
- Za dwa tygodnie.
Nie wierzę. 
To uwierz, albo spróbuj ją przekonać, żeby została!
- Ale ty też chciałeś coś powiedzieć. - zmieniła temat.
- Mili, ja... - nie, to jednak nie jest dobry moment - Już nie ważne. 
- Jak uważasz. - skrzywiła się. 
Walcz!
Jak? Przecież zdecydowała.
Jesteś debilem... Będziecie żałować, a ty na pewno.
____________________________________________________________________

Hej! 
Po zakończeniu poprzedniego rozdziału miałam dwie koncepcje... 
Wg pierwszej wszystko miało się potoczyć... zbyt cukierkowo.
A efekty drugiej widzicie powyżej. 
Podoba się?
Ja jestem w połowie zadowolona... Przecież zawsze może być lepiej.
Rozdziałów do końca zostało... mało. Nie wiem ile, bo moje plany często się zmieniają...
Ale to chyba jest najwyższy czas, żeby zacząć konkretne planowanie nowego bloga. 
Porządnie zabiorę się za Marcela i może coś z tego wyjdzie. 

Pozdrawiam! ♥ 

środa, 11 stycznia 2017

Sexto: Quiero

Milagros 

- Mili... Jestem głodna...  - po mojej prawej stronie usłyszałam jęknięcie przyjaciółki.
- Wstań i sobie coś zrób. - powiedziałam zakrywając się z powrotem kocem. 
- Nie mam siły...
- A myślisz, że ja mam? - westchnęłam - Ale znaj moją dobroć. - powoli zwlekłam się z łóżka i powędrowałam do kuchni. Dobrze, że zrobiłam wczoraj za dużo churros i zostawiłam trochę ciasta w lodówce.
Doskonale wiedziałam, że Sol będzie w gorszym stanie niż ja. Z resztą, gdyby tak nie było, to wróciłaby do siebie, a nie zalegała u mnie. W sumie... mogłam ją troszkę przypilnować...
Ale byłaś troszkę zajęta swoim, uwaga cytuję, "tylko przyjacielem".
No co, mogliśmy chyba trochę potańczyć i porozmawiać, co nie? 
Oczywiście... ale nie musieliście się ukrywać na tarasie, tylko mogliście kulturalnie, razem z całą resztą.
A może tam było przyjemniej? 
Musiało, skoro spędziliście tam ponad półtorej godziny. Sami.
Jezu, no i co z tego.
Faktycznie, po naszym tańcu (który jak dostrzegłam kątem, widziała chyba większość osób), posiedzieliśmy jeszcze na tarasie. Trochę porozmawialiśmy, trochę pomilczeliśmy. Nawet nie wiem kiedy tak dużo czasu zleciało. 
Coraz częściej przy Marcu czułam coś... coś, czego nie odczuwałam już od dłuższego czasu przy kimkolwiek innym. I chyba przestawało być mi z tym jakoś źle... Ale przecież byliśmy tylko przyjaciółmi. 
Znalezione obrazy dla zapytania girl cooking tumblr
- Zaraz z tego churro pozostanie wiór. - z zamyślenie wyrwał mnie głos Maresol - Myślałam, że to ja jestem w gorszym stanie. - westchnęła. 
- Przepraszam, zawiesiłam się. - na szczęście przyszła w porę i wszystko nadawało się jeszcze jako tako do zjedzenia. 
- Chyba raczej zamyśliłaś. - stwierdziła, gdy usiadłam przy stoliku na przeciw niej - I tym razem, proszę mnie nie zbywaj. Może i jestem na niezłym kacu, ale jak dostanę dwie tabletki przeciwbólowe to jestem gotowa na każdy rodzaj rozmowy z przyjaciółką. 
- Jedz lepiej teraz. - uśmiechnęłam się tylko.


Po zjedzeniu śniadania wysłałam Maresol aby się trochę ogarnęła, a sama sprzątnęłam ze stołu i umyłam naczynia. 
- Łazienka już wolna. - powiedziała Sol zaraz po tym jak opuściła pomieszczenie. 
Natychmiast chwyciłam ubrania z szafy i tam się udałam.
Byłam pewna, ze gdy opuszczę łazienkę to przyjaciółki już nie będzie w moim domu, bo nie raz w podobnych sytuacjach już tak bywało. Tym razem jednak wciąż siedziała ona w moim salonie. 
- Jeżeli myślałaś, że znowu ci odpuszczę tę rozmowę to się myliłaś droga panno. - zaczęła poważnie - Siadaj tutaj. - poklepała miejsce obok siebie na kanapie. 
- Maresol... o co ci chodzi? - spytałam wykonując jej polecenie.
- Teraz masz mówić szczerze, bez wykręcania się. Możesz próbować coś ukrywać przed samą sobą ale swojej najlepszej przyjaciółki tak łatwo nie wykiwasz... Jak to jest, tak na prawdę, między tobą a Bartrą? - spytała. 
- No jak... jesteśmy przyjaciółmi. - powiedziałam szybko.
- Raczej przyjaciółmi z mocnymi aspiracjami na coś więcej. - stwierdziła - Obserwowałam was wczoraj trochę, no może dopóki nie urwał mi się film. I w sumie nie tylko wczoraj, ale do rzeczy... Ciągnie was do siebie jak cholera, Milagros! - uniosła głos - Problem w tym, że żadne z was nie ma zamiaru nic z tym zrobić. - westchnęła - Mili, przyznaj szczerze, że tak jest, bo uśmieszek, który dwie sekundy temu zagościł na twojej twarzy zdaje się to potwierdzać. 
No popatrz, twoja przyjaciółka nawet umierająca jest bystrzejsza niż ty. I co jej teraz powiesz... Bo jak stwierdzisz, że nie to chyba będę miała ochotę popełnić seppuku. 
Chyba faktycznie potrzebowałam więcej impulsów i takiej Maresol, która będzie czasami mnie sprowadzała do porządku.
- No ale co ja mam ci powiedzieć. - jęknęłam.
- Krótkie pytanie... Chcesz, żeby między wami było coś więcej? 
- Chcę. 
- No to czego się boisz? Bo musisz mieć jakieś obawy... 
- A co jeśli to tylko zwykłe zauroczenie i za chwile, któremuś  z nas przejdzie... Będziemy tylko potem cierpieć. 
- Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. - stwierdziła - Ewentualnie możesz jeszcze sobie wyjechać gdzieś daleko, i jeśli okaże się to tylko zauroczeniem to w końcu minie i wrócisz już z czystym sumieniem, Ale proszę lepiej tego nie rób.
- Muszę pomyśleć. - powiedziałam.
- Dobrze... Ja też już mam dość być ciotką dobra rada... Głowa mi nadal pęka, wracam do siebie odsypiać. 

Marc

Wiedziałem od początku, że jak Lucho dowie się o imprezie na dwa dni przed meczem to będzie chciał nam pourywać głowy, ale przecież nikt mnie nie słuchał. I teraz po treningu tym bardziej wyglądamy jak zwłoki. A jeszcze zgodziłem się pomóc ogarnąć Sergiemu jego dom. Marc, jesteś idiotą. 
Ale nie mów, że żałujesz, że się tam bawiłeś. Z Milagros. 
Bawiłem się z większością osób.
Ale chyba najdłużej z panną Garcia, nieprawdaż. Chyba bardzo wziąłeś sobie do serca rozmowę z Rafaelem. 
Staram się. 
Nie wierzę! Chyba powinienem bić brawo. 
Taa.. Jak już chcesz.
- Czy powinienem złożyć ci już gratulację? - zaczął nagle Roberto, gdy przekroczyliśmy próg jego domu. 
- Z jakiego powodu niby? - spytałem zdziwiony. 
- Czyli jeszcze nie... - westchnął. 
- Powiesz mi o co chodzi?
- Debilem jesteś, wiesz? O ciebie i Milagros mi chodzi! - podniósł głos.
- Czyli ty też stoisz po stronie Rafy? 
- Może aż tak to nie, ale no sorry, jak ludzie tak na siebie patrzą i tak zachowują się w swoim towarzystwie to wnioski nasuwają się same. 
- Ale nie wszystko jest tak łatwe jak się wydaje. - odpowiedziałem.
- Jak to nie... Chcesz, żeby między wami było coś więcej niż przyjaźń? - spytał.
- Chcę. - westchnąłem bez chwili zastanowienia.
- No to bądź facetem! - rzucił we mnie znalezioną gdzieś w międzyczasie pustą puszką po piwie - Jak chcesz to kup jakieś kwiaty. Idź do niej, powiedz co czujesz, a w razie potrzeby jakby miała jakieś wątpliwości są inne sposoby żeby przekonać kobiety. - poruszał znacząco brwiami.
_____________________________________________________________________

To znowu ja :)
Znowu po przerwie.
Mam nadzieję, że choć trochę wam się podoba to u góry ;) Bo mi w częściowo tak :P
Ten rozdział miał się pojawić już wcześniej, ale najpierw zanim zaczęłam go pisać zauważyłam w zakładce SPAM, kilka nieprzeczytanych rzeczy i pomyślałam "dlaczego mam zmuszać innych do czytania moich wypocin, skoro sama ostatnio nigdzie nie zajrzałam"... No i wszystko się poprzesuwało. A gdy chciałam już wczoraj uruchomić bloggera, posłuszeństwa odmówił internet. To chyba był jakiś znak XDDD

I wiem, że miał być kolejny rozdział w historii Igi i Tomasza, ale mam chyba niezbyt dobrą wiadomość dla jego czytelniczek. Nie mam pojęcia kiedy się takowy pojawi... Nie potrafię zliczyć ile razy próbowałam już go napisać. Za każdym razem mam kompletną pustkę... Zupełnie nic... Nie wiem co się stało. 
Jeśli się nic nie zmieni wymęczę jeszcze tylko góra dwa rozdziały i go zakończę. Chyba nikt nie będzie żałował. Chociaż cały czas mam nadzieję, ze tak nie będzie :)
Przepraszam, że zawodzę. 

Dobra, koniec, bo notka będzie dłuższa od rozdziału :P
Pozdrawiam ♥ 

czwartek, 8 grudnia 2016

Quinto: Fiesta y apuesta

18 marca 2016

Od ponad pól godziny czekałam aż Maresol pojawi się w moim mieszkaniu.
Jesteś głupia, skoro myślałaś, że się wyrobi. Z resztą to twoja wina.
Jak moje? Sama dopiero wczoraj się dowiedziałam o tej imprezie u Sergiego.
Ale Marc zapraszał ciebie, nie Sol.
Ale się zgodził, żeby Sol przyszła ze mną. Istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo, że będzie tak trochę osób, których nie znam. Taka Maresol się przyda.
Myślę, ze Marc by się tobą odpowiednio zaopiekował. Ale zawsze mogłaś odmówić i nigdzie nie iść. 
Próbowałam przecież. Nie pamiętasz już, jak chciałam się z tego wywinąć.
Och tak, byłaś taka asertywna, że normalnie wszyscy powinni brać z ciebie przykład. 
Cicho już.

- Jestem! - krzyknęła Sol pojawiając się w moim mieszkaniu.
- Nareszcie. - westchnęłam - Ja wiem, że na ciebie trzeba długo czekać, ale no bez przesady.
- Dobra, dobra. Nie zawsze mam okazję imprezować z piłkarzami, więc musiałam się postarać. - zaśmiała się - Ty tam pewnie już jakieś doświadczenie masz. - wytknęła na mnie język.
- Koleżanko, nie pozwalaj sobie, okej?
- Żartuję przecież. Ale przecież będąc dość blisko z Marciem musisz mieć z nimi jakąś styczność co nie?
- Nie, aż tak jak sobie myślisz.
Naszą wymianę słów przerwało dzwonienie mojego telefonu.
- Czyżby o wilku mowa? - uśmiechnęła się znacząco Sol.
- Tak, bo przez ciebie jesteśmy spóźnione i pewnie chce wiedzieć kiedy dotrzemy. - odpowiedziałam.
 Natychmiast odebrałam połączenie.
- Przepraszam, że nas nie ma jeszcze. Mały poślizg. - zaczęłam od razu.
- No chyba nie masz za co, bo ja też jeszcze nie dotarłem na miejsce. - zaśmiał się - A w ogóle już jesteście w drodze? - spytał.
- Nie, ale za chwilę wychodzimy.
- To poczekajcie, podjadę po was. 
- Czekamy. - rozłączyłam się.
No i trzeba było się tak na biednej Maresol wyżywać? 
Czasem trzeba.
- Masz szczęście. Marc też jest spóźniony i zaraz po nas przyjedzie. 
- Dobrze, to jeszcze szybie selfie i możemy wychodzić. - podeszła do mnie z telefonem. 
- O nie. 
- O tak, na zgodę. - zaśmiała się. 





Dużo się nie pomyliłam stwierdzając, że istnieje prawdopodobieństwo, iż mogę nie znać części osób, które pojawiły się u Roberto. Oprócz kilku chłopaków z Barçy, pojawili się też inni znajomi Hiszpana. Na szczęście było dwóch chłopaków, których poznałyśmy z Sol na Ibizie, Sergio Gómez i Carles Planas.
A propos mojej przyjaciółki...
Zawiera właśnie nowe znajomości. Nie widzisz? 
Właśnie widzę, że mnie wystawiła.
Ty też byś mogła iść w jej ślady. Porozmawiać trochę z ludźmi. 
Rozmawiałam. Teraz tylko na chwilę sobie przysiadłam. 
Czekasz aż procenty trochę wyparują? 
Bardzo śmieszne. 
Nie interesuje cię to, że Marca straciłaś z oczu?
A powinno? 
No nie wiem. Nie było czasem tak, że kręciła się przy nim jakaś blondynka, podczas gdy ty w najlepsze śmiałaś się wspominając wakacje z Gómezem? A chwilę później nie wyparował? 
Co ty mi sugerujesz? Widziałam tą blondi, ale widziałam też jak ją spławiał.... Nie, nie zrobił by tego co sugerujesz,
Dlaczego nie? W końcu jesteście tylko przyjaciółmi... Może robić co chce.
Tak, ale... Ale no..
Dobra, dobra geniuszko. Spróbowałam spłatać ci figla. Przecież widziałaś, jak wychodził na taras z Rafinhą. Pewnie dalej tam jest.
Nienawidzę cię. 
Idź tam lepiej. W razie co, masz wymówkę, że z Rafą jeszcze się nie poznałaś za dobrze.
Dlaczego ja w ogóle cię słucham...

Powoli kierowałam się ku drzwiom prowadzącym na taras... Udało mi się usłyszeć fragment rozmowy chłopaków.
- No, to co zamierzasz zrobić? - spytał Rafael.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia jak zareaguje, kiedy postanowię jej wszystko wyznać. - odpowiedział Marc.
- Wiesz, jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. Ale powiem ci, że warto. Będę trzymał za was kciuki. - zaśmiał się pomocnik.
No wchodź, a nie podsłuchujesz. 
- O czym tak plotkujecie? - spytałam wychodząc na zewnątrz. 
- Od plotkowania to jesteście wy, kobiety. - zaśmiał się  Alcântara- My tu ważne sprawy omawiamy. 
- Jak się bawisz? - spytał Marc.
- Na pewno nie tak dobrze jak Sol, ale podoba mi się. - uśmiechnęłam się.
- Właśnie,  nie miałem jeszcze okazji z nią porozmawiać. - stwierdził Rafa - Wracam do środka, moi państwo.  - i szybko się zmył. 
Widziałaś te jego gesty, do Marca jak wychodził?
Widziałam.
Nie wydaje ci się to dziwne? 
Dlaczego... nie, wcale. 
Ja uważam, ze to było dziwne. 
- My chyba jeszcze nie tańczyliśmy dzisiaj, prawda? - Bartra podszedł do mnie bliżej. 
- No chyba nie.
Zabiję osobę, która włączyła wolną piosenkę. 
Marc  objął mnie dłońmi w talii, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Zaczęliśmy powoli kołysać się w takt muzyki.


Gerard

- Ney! Dawaj teraz coś wolnego! - krzyknąłem, do Brazylijczyka, który aktualnie stał przy konsoli.
- Się robi. - uśmiechnął się zmieniając muzykę.
Z uśmiechem obserwowałem zza szklanych drzwi sytuację na tarasie. 
- Geri, wracajmy już. - poczułem dłoń Shaki na ramieniu. 
- Za chwilę kotek, dobrze? - spytałem - Spójrz tam. - wskazałem na parę na zewnątrz. 
- To Mili? - spytała zaskoczona - Jak pięknie wyglądają. Są razem? - spytała.
- Nie. - dołączył do nas Rafael - Ale dajmy im trochę czasu. 
Szybko obok nas pojawiło się więcej osób, w tym przyjaciółka Milagros.
- Wiecie może, gdzie jest...
- Tam. - jednogłośnie wskazaliśmy dziewczynie na taras zanim zdążyła dokończyć pytanie.
- Uuu... no no. A tak się cały czas zapiera, że ona do niego nic, że tylko przyjaźń. - zaśmiała się. 
- Jak nie dzisiaj, to daje im maksymalnie dwa tygodnie i może mi ich uznać oficjalnie za parę. - stwierdziłem. 
- O nie, chyba za dobrze znam Mili, to może potrwać o wiele dłużej. - stwierdziła Maresol.
- Popieram ją. - odezwał się Rafa - Marc też jeszcze trochę będzie się bał jej powiedzieć co czuje.
- To co, zakład? - zaproponowałem. 
- Z przyjemnością.
___________________________________________________________________

Cześć i czołem! 
Udało się mi coś napisać. Właściwie zaczęłam pisać już w niedzielę (taaaaaaka wena na socjologi). Ale dopiero dzisiaj internet postanowił działaś tak by umożliwić mi dodanie obrazków, więc rozdział jest dzisiaj. 
Podoba się? 
Nie wiem do końca po co ta perspektywa Gerarda, ale może się do niej jeszcze odniosę. 
W najbliższym czasie postaram się też dodać nowy rozdział w historii Igi i Tomasza.  Ale ni obiecuje kiedy dokładnie :D
Pozdrawiam ❤️

P.S. Zmieniłam też zdjęcia przedstawiające głównych bohaterów, gdyby kogoś to interesowało. 

czwartek, 6 października 2016

Cuarto: pequeño secreto

25 lutego 2016

Milagros

Mijający już powoli miesiąc był raczej spokojny. Dużo ciekawych rzeczy się nie wydarzyło, jak tak teraz o tym myślę. 
Ty chyba sobie żartujesz. A te coraz częstsze spotkania z twoim kolegą to co?
Czy ty zawsze musisz się odzywać? A tak w ogóle, to z jakim kolegą... Pff.
Czyli żadnego Marca Bartry nie znasz? I nie widujesz się z nim minimum dwa razy w tygodniu?
Nie.
Tak to możesz wmawiać Sol albo twojej mamie.
Dlatego czasem to robię.
Jak można tak przyjaciółkę okłamywać, nie rozumiem.
Może nie chce aby zaczęła mi coś sugerować?
Dlatego nadal jestem tutaj ja. Więc co zaczyna łączyć was tak na prawdę? 
Przyjaźnimy się.. Na razie. 
Powiedziałaś na razie!!!!!!
Nie! Nie słyszałaś tego!
Tak!!! Huhu!! 
Cicho. Przeszkadzasz mi teraz, ten obiad muszę w końcu zrobić.

- Cześć Mili! - usłyszałam krzyk Maresol w przedpokoju - Mam nadzieję, że dziś masz dla mnie czas. - uśmiechnięta pojawiła się w kuchni - I doskonale wiem, że żadnego dziecka nie musisz dzisiaj pilnować.
- No to chyba żadnej wymówki nie znajdę. 
Ja bym znalazła. 
- To świetnie! - klasnęła w dłonie - Zjemy najpierw to co tam pichcisz, potem zakupy i idziemy na imprezę. - zarządziła.
No i czy ja mam coś do powiedzenia?
Ty nie... Chociaż, gdyby Marc teraz zadzwonił od razu byś próbowała się wyrwać.
Nie, tym razem powiedziałabym Sol prawdę i poprosiła Marca czy nie możemy być obie, żeby ciebie trochę uspokoić.
Znalezione obrazy dla zapytania friends shoppingSiebie, chciałaś powiedzieć siebie.


Po zjedzeniu przygotowanego przeze mnie obiadu i posprzątaniu po nim wyrwałyśmy się z Sol na zakupy. Przez to, że spędzałyśmy ostatnio razem bardzo mało czasu, chyba na prawdę zaczynało mi jej brakować. 
No ciekawe jak to się stało.
- Co powiesz o tej bluzie? - spytała, gdy weszłyśmy, już z kilkoma torbami, do kolejnego sklepu.
- Może i fajna, ale ta bardziej do ciebie pasuje. 
Podeszłam kawałek dalej i sięgnęłam wieszak z innym ubraniem, który podałam przyjaciółce.
- Cześć dziewczyny. - ni stąd ni zowąd obok nas pojawił się Marc - Widzę małe szaleństwo zakupowe. - uśmiechnął się.
Znalezione obrazy dla zapytania marc bartra- Wreszcie Mili nie miała żadnej wymówki i mogłam ją gdzieś wyciągnąć. - zaśmiała się Sol.
- Przepraszam, to chyba moja wina. Za często ostatnio zawracałem jej głowę.  - powiedział, a ja miałam ochotę strzelić facepalm'a. 
Chyba cię wsypał.
- Ale dobrze, że was widzę. - kontynuował - Mili, zgubiłaś ostatnio u mnie bransoletkę. 
- A myślałam, że już przepadła. - westchnęłam - Kiedyś ją odbiorę. 
- Dobra to ja wam nie przeszkadzam. - uśmiechnął się ponownie - A zapomniałbym. Raquel prosi o przepis na to ciasto, które ostatnio mi przyniosłaś. 
- Podrzucę kiedyś. - wydukałam tylko. 
- No to do zobaczenia. - oddalił się.
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na przyjaciółkę, której wzrok był jak Raffaello. 
- Wracajmy już może do domu. - zaproponowałam.
- Świetnie, będziesz mi musiała wszystko wyjaśnić. - powiedziała.
Kłamstwo ma krótkie nóżki. 
Wiem.


Udałyśmy się do mieszkania Maresol by w spokoju porozmawiać. 
- No to teraz mów. - powiedziała poważnym tonem siadając na kanapie - Co to miało znaczyć? Jaka bransoletka? Jaka Raquel? Jakie ciasto? O co tutaj w ogóle chodzi?
Zaczęłam szybko jej  wszystkim opowiadać. O tym jak zaczęliśmy z Marciem spotykać się co jakiś czas. Nawet częstszy. Jak wymyślałam coraz to nowe wymówki by spędzić trochę czasu w jego towarzystwie. Jak szybko się zaprzyjaźniliśmy. 
- A brak bransoletki zauważyłam ostatnio i myślałam, że już przepadła. - tłumaczyłam dalej - A Raquel to partnerka jego brata. Ciasta ostatnio wyszło mi trochę za dużo to  podrzuciłam trochę Marcowi. Przepraszam, że nic ci nie mówiłam. Bardzo jesteś zła? 
- Nie wiem co powiedzieć... - cały czas mówiła surowym tonem - Chociaż już wiem... - na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu - Jestem pewna... że będą z tego dzieci. - wybuchnęła śmiechem i rzuciła mi się na szyje. 
_________________________________________________________________
Cześć i czołem :D
Postanowiłam wykorzystać ten jeden wolny dzień i nadrobić wasze opowiadania oraz dokończyć rozdział i go wreszcie opublikować :D
Nie ukrywam, że wiadomość, którą niedawno dostałam, że ktoś czeka na rozdziały dała mi dodatkowego kopa :D 
Bardzo przepraszam jeszcze raz za to wszystko, ale sytuacja wygląda tak, ze poprawy obiecać nie mogę. Będę się starała jak tylko mogę, ale nie wiem czy wszystko teraz pójdzie tak jakbym teraz tego chciała.
Mam nadzieję, że nadal będziecie chciały czytać moje wypociny ;) I mam nadzieję, że rozdział choć trochę się spodoba :D 
Pozdrawiam Was serdecznie ♥ 

wtorek, 30 sierpnia 2016

Ogłoszenie

Od pewnego czasu z dość dużym opóźnieniem komentuje większość rozdziałów na blogach.
Dawno też nic sama nie napisałam.
Chcę Was serdecznie za to przeprosić :D
Nie, nie rezygnuje z blogowania...(Chociaż po ponad 4 latach tutaj mam czasem trochę doośćXDD ) Ale będę się tutaj pojawiać rzadziej.
Od niedawna zaczęłam pracę, bo wiadomo studia same się nie opłacą.
Niestety po powrocie do domu często nie mam siły już na cokolwiek, w tym na czytanie bądź pisanie.
Mam nadzieję, że zrozumiecie :) Obiecuje, że kiedy będę miała jakieś wolne dni będę nadrabiała wszystkie zaległości i może również coś napiszę. Nie będę obiecywała co i kiedy...

Pozdrawiam :*

niedziela, 24 lipca 2016

Tercera: más reuniones

Milagros spóźnisz się do pracy.
Wiem.
To dlaczego nie wstajesz? 
Nie umiem?
Wstawaj, bo stracisz kasę i skończy się dobre... Nie będzie więcej imprez z Bartrą.
Skończ.
Kto wie jakby się to wszystko potoczyło gdybyś wczoraj nie uciekła.
Tylko rozmawialiśmy i tańczyliśmy... I nie uciekłam. Zrobiło się po prostu późno i musiałam wracać.
Nic nikomu nie mówiąc?
A ktoś powiedział, że mi tak nie wolno? Z resztą powiedziałam Maresol, ze wychodzę.



W końcu udało mi się zebrać w sobie i pójść do pracy.
- Dzień dobry pani Castro. - przywitałam kobietę - Bardzo przepraszam za spóźnienie.
- Nic się nie stało Mili. Każdemu czasem się zdarza. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
Dobrze, że to ona była w domu, a nie pan Antonio, bo pewnie od razu dostałabym burę.
- Maxi jeszcze śpi. O 14 powinien wrócić mąż i wtedy będziesz już wolna. Jeśli chodzi o jedzienie to jak zawsze wszytko co potrzebne powinno być. Ja muszę już wyjść. Do zobaczenia. - pożegnała się.
- Do widzenia.



Opuściwszy już dom państwa Castro kierowałam się do domu. Na szczęście dzisiaj nie musiałam zajmować się nikim więcej i już do końca dnia mam wolne.
To dobrze. Patrz kto idzie.
O nie... Gdzie tu się ukryć?
Spokojnie, zaraz skręcisz na osiedle... A co, wstydzisz się?
Ja? Niee.
- Cześć. Miłe spotkanie. - uśmiechnął się Marc stając obok mnie.
Skurczybyk szybki jest.
Dobry żart, to ty po prostu podświadomie zwolniłaś.
Wcale nie.
Nie kłóć się ze mną, tylko mu odpowiedz. 
- Hej. No całkiem całkiem. - powiedziałam.
Przynajmniej teraz cię poznał.
- Mieszkasz gdzieś tutaj? - spytał.
- Tak, niedaleko.
- Ja wracam od mojego brata.
No ładnie się stara podtrzymać rozmowę, nie to co ty.
Może nie umiem?
Krępuje cię?
Eee... nie?
Nie pożeraj go wzrokiem tylko odezwij się głupia. 
- Może wpadniesz na kawę? - o nie... powiedziałam to.
Tak!
Nie...
Jestem z ciebie dumna. 
Może się nie zgodzi.
- Jasne, dlaczego nie. - uśmiechnął się znowu tak,,,
Słodko?
Ja tego nie powiedziałam.
Dlatego masz mnie, żebym mówiła to czego ty się boisz przyznać. 



Marc

Nie powiem... Ucieszyłem się, gdy Milagros zaproponowała bym wpadł do niej na kawę. Przypomina mi się spotkanie nie Ibizie... Jak dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie.
Mimo to potem jej nie poznałeś. 
Każdemu może się zdarzyć, tak? 
Nie no, oczywiście... Ale działaj Marc, działaj.
Ale o co ci chodzi? 
O nic, tylko cię dopinguje w sprawie z Milagros. 
Nie rozumiem o co ci chodzi.
Nie nic, idź spokojnie do niej na kawkę, ja się już nie odzywam... Ale wiesz, rozumiem, ze ty jesteś na ogół wolny, ale skoro Milagros ci się tak bardzo podoba to może zaczniesz działać szybciej? 
Skąd ty wiesz...
Jestem tobą debilu. Więc wiem wszystko. 
- Jak samopoczucie po wczorajszym? - rzuciła temat dziewczyna. 
- Nieźle. Udało mi się nie przesadzić to też jest w porządku. Chociaż i tak musiałem nocować u Erica. 
- Dlatego wracasz teraz na piechotę? - uśmiechnęła się. 
- No mniej więcej. - odpowiedziałem jej tym samym -  A u ciebie? W ogóle dlaczego tak nagle zniknęłaś?
- Musiałam dzisiaj wcześniej wstać do pracy. Sol wiedziała, że idę. Chociaż mogła być tak zafascynowana swoim nowym znajomym, że nie dosłyszała. - zaśmiała się.
__________________________________________________
Hej hej :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu, bo je jestem nie za bardzo zadowolona :(
Za wszystkie błędy również przepraszam, ponieważ rozdział jest niesporawdzony...

Mam do Was pytanie :D
Czy gdybym w przyszłości zaczęła pisać opowiadanie o tematycie kolarskiej czytałybyście? Jeśli tak, i  jeśli może potrafiłybyście zaproponować kogo wybrać na bohatera (mimo, że swojego faworyta od dawna już mam)  czekam na każdą propozycję i postaram się do nich również odnieść :D

Pozdrawiam :*

wtorek, 5 lipca 2016

Segundo: Deslumbrar

Marc



Tak, jak prosił Gerard odebrałem jego synów od opiekunki. Sam dokładnie nie wyjaśnił, dlaczego muszę mu pomóc, ale nie miałam jak się wykręcić. Z resztą raz na jakiś czas można zrobić jakiś dobry uczynek. I nie spodziewałem się, że ta cała opiekunka jest taką...
Taką co? 
Taką ładną dziewczyną...
Boże, chłopaku przyznaj wprost, że na jej widok ci...
Nie kończ!
Ale nie wydaje ci się, ze już ją gdzieś widziałeś? 
No, nie wiem... Może. Nie mogę sobie przypomnieć.
Skleroza w takim wieku? Nie dobrze.
Skończ.
- Wujek... A dlaczego mama po nas nie przyjechała? - spytał Milan przerywając moje rozmyślania.
- Nie wiem mały, ale jak będziecie w domu na pewno wam wytłumaczy. 


Początkowo planowałem odstawić chłopaków i wrócić do domu, ale gdy tylko w drzwiach pojawiła się partnerka mojego klubowego kolegi i zaprosiła na podwieczorek przypomniałem sobie o najważniejszej zasadzie: Shakirze się nie odmawia!


- Jeszcze raz dzięki, że odebrałeś chłopaków. To serio była sytuacja awaryjna. - powiedział Gerard, gdy usiedliśmy w salonie by trochę pogadać. 
- Nie ma sprawy, i tak jechałem w tamtą okolicę. - uśmiechnąłem się - Ta cała opiekunka trochę młoda, skąd ją wzięliście?
- A co, wpadłeś z kimś i szukasz niańki? - zaśmiał się Pique. 
No, Marc, coś ty taki ciekawy?
- Nie no, tak tylko pytam. 
- Mili jest córką jakiegoś dalekiego kuzyna Shaki. 
- Jak ona ma na imię? - chyba mnie olśniło.
- Milagros, a co? 
- Boże, jak ja mogłem jej nie poznać. - zacząłem się śmiać sam z siebie. 

Milagros


Wreszcie trochę czasu aby odpocząć. Posprzątałam mieszkanie po wyjściu dzieciaków i mogę bezczynnie poleżeć.
I pomyśleć o panu Bartrze. 
O nie... Znowu ty?
No co? Przecież mówię prawdę... Nie pamiętasz już jak fantazjowałaś żeby znowu się z nim spotkać?
Pierwszy krok wykonał się sam.
Gówno prawda.
Yhy... Jasne. Tylko nie rozumiem, dlaczego będąc rodziną z Shaki nie wykorzystałaś tego? Tyle okazji...
Bo nie, koniec tematu.


Nic co dobre, nie trwa wiecznie... Gdy tylko udało mi się na chwilę zamknąć oczy zadzwonił mój telefon.
- Nie Sol, nie idę na żadną imprezę. - powiedziałam od razu.
- Ale dlaczego? - usłyszałam jęknięcie przyjaciółki, co oznaczało, że ją rozszyfrowałam.
- Zmęczona jestem.
- Ja też i co? Młode jesteśmy, musimy się bawić! - wykrzyknęła radośnie.
- Wydaje mi się, że ty za często się bawisz. - stwierdziłam.
- To kiedy byłyśmy ostatnio razem na imprezie? - spytała a ja zamilkłam - Widzisz. Nie masz wyjścia. Za pół godziny jestem u ciebie!
No i co ja mam zrobić? 


Siedziałam przy barze popijając kolejne drinki i spławiając namolnych adoratorów, podczas gdy moja kochana przyjaciółka Maresol urządziła sobie 'polowanie'.
- I jak twoja ofiara? - spytałam, gdy na chwilę pojawiła się obok mnie.
- Całkiem dobrze, ale mam dla ciebie newsa. - uśmiechnęła się szeroko - Nie zgadniesz na kogo się natknęłam. 
- No nie zgadnę. - westchnęłam.
- Spójrz tam. Przy ścianie. - gdy zobaczyłam na kogo wskazała zdębiałam.
Widzisz, drugi krok też wykonuje się sam. 
Nie, bo mnie nie widzi. 
To dlaczego do ciebie idzie? 
____________________________________________________
Matura zdana to i naszło mnie na dodanie rozdziału... Póki jeszcze mam czas, żeby dodać :D
Mam nadzieję, że przypadne Wam do gustu, bo ja nie potrafię go ocenić. 
Z resztą ostatnio moje myśli nie były ani przy oczekiwaniu na wyniki matur ani przy opowiadaniu przez Euro..  A jeszcze teraz Wimbledon i Tour de France... Na szczęście ten rozdział miałam w zapasie :D

Pozdrawiam <3